Archiwum dla Styczeń, 2009

Opowieści stare jak świat III

O radości!

Opowiem Ci dziś wędrowcze o smutnym–wesołym człowieku. Sprzeczność? Nie, wcale nie, jedynie z pozoru. Wielu ludzi chce żyć radością, wielu z takim zamiarem chce wędrować, ale niewielu nosi uśmiech na twarzy. Dlaczego tak jest, pytasz? Wyczuwam smutek i żal w twoim głosie… Droga do pełni prowadzi przez całą gamę barw, smutek jest zaledwie chwilą, dzięki której możesz poczuć całą wieczność radości. Nie rozumiesz? Posłuchaj więc o człowieku, który całe życie szukał odpowiedzi na to pytanie: Czym jest radość i jak ją znaleźć?

W pozornie zwyczajnym domu, z pozoru zwyczajnym mieście, urodził się chłopiec, zupełnie ‘zwyczajny’. Dlaczego zwyczajny z pozoru? Ech! Wędrowcze! Jeszcze tego nie pojąłeś? Chodzisz po tym świecie lat setki i jeszcze nie zrozumiałeś, że nie ma dwóch takich samych ludzi, dwóch takich samych chwil, że nic nie jest takie samo, a więc zwyczajne. Wszystko jest niezwykłe, inne, także i ty. Uśmiechasz się widzę z zadowoleniem. To dobrze, że cieszy cię ta myśl. Ale wróćmy teraz do innego wędrowca. Otóż chłopiec ten od wczesnych lat młodzieńczych posiadał niejasne przeczucie, że w życiu ‘chodzi o coś więcej’ niż go uczono. Nie zadawalała go myśl przeżycia swoich lat zgodnie ze schematem przewidzianym dla niego przez rodziców i społeczeństwo. Ilekroć uświadamiał sobie całą machinę, której był częścią czuł się jak bezosobowa śruba w jakimś bezsensownym kole. Kiwasz głową ze zrozumieniem, tak, wiem, że niejeden człowiek tak się czuje ale nie każdy jest równie dociekliwy jak Ten. Nasz z pozoru zwyczajny młodzieniec uznał dnia jednego, że musi odnaleźć swoją wewnętrzną radość życia. Wyrwał się więc z więzów znajomych i porzucił wszystko co znał. Wzgardzony przez współbraci i rodzinę wyruszył szukać radości w świecie. Mówisz, że też chętnie się dowiesz gdzie można ją odnaleźć? Nadstaw więc uszu Wędrowcze, bo przy końcu tej opowieści otrzymasz odpowiedź na swoje pytanie. Mężczyzna wędrował lat wiele, a z każdym mijającym rokiem jedna myśl nie dawała mu spokoju – co było celem jego życia, po co tu był jeżeli nie czerpał radości z tego istnienia, a jeżeli jego życie miało być jednak radością, to dlaczego dotąd jej nie odnalazł? Bo jakiż sens ma życie bez radości, zastanawiał się dzień po dniu. Jeżeli nic cię nie cieszy, w niczym nie widzisz sensu, jeżeli nic nie ma sensu, to po co żyć?

Oskarżasz mnie, że nie trzymam się faktów? Owszem mówiłam, że będzie to opowieść o smutnym-wesołym człowieku i nadal tak twierdzę. Cierpliwości Wędrowcze. Mężczyzna dotarł pewnego razu do równie zwykłego miasta, co jego rodzinne i spotkał równie zwyczajnych ludzi co jego bracia i rodzice. Uprzedzając twoje pytanie odpowiem ci już teraz, nie było to te same miasto, lecz podobne z pozoru. Z początku mężczyzna też się pomylił tak łudząco podobnie wyglądało tu życie. Podobne zadania wykonywane dzień po dniu, te same zasady i schematy, w których dusił się i wewnętrznie płakał. I kiedy już zrezygnowany i przygnębiony miał opuścić tę miejscowość, nagle jedna rzecz go uderzyła. Jedna jedyna różnica, która jednak była tak szokująco niepojęta dla mężczyzny, że uznał ją za moment zwrotny w swoich poszukiwaniach. Ludzie ci uśmiechali się! Śmiali się do siebie, ze sobą i generalnie wyglądali na zadowolonych! Nie, nie wyglądało to jakby udawali, to nie był ten wymuszony, formalny uśmiech, lecz ten którego zawsze szukał, prawdziwy, szczery, z głębi serca płynący. Mężczyzna stał oniemiały, powtarzając raz po raz: To niemożliwe! On już tego próbował! To przecież wcale tak nie działa. Był pewien, że w tym mieście kryje się sekret, tajemnica szczęścia, której jedynie nie widać na pierwszy rzut oka. I po raz pierwszy od lat mężczyzna poczuł coś, co mogłoby uchodzić za radość, gdyby sobie na takie czucie pozwolił.

Widzę, że rozpiera cię ciekawość, podobnie jak naszego wędrowca. Oto dotarł wreszcie do celu! Pozna sekret radosnego życia, dowie się na czym ono polega, co trzeba robić, kim trzeba być, jakie prawdy poznać, by w końcu odczuwać ten błogi stan. Cały dzień niestrudzenie mężczyzna poszukiwał odpowiedzi. Rozmawiał z każdym napotkanym człowiekiem i każdy się do niego uśmiechał ale żadem nie chciał wyjawić mu tego sekretu. Ilekroć pytał o przyczynę radości, o powód uśmiechu, otrzymywał podobną pełną zachwytu, lecz nic dla niego nie znaczącą odpowiedź: Życie jest piękne!

Po wielu godzinach nieprzerwanych poszukiwań mężczyzna doszedł do wniosku, że przyjdzie mu umrzeć u koryta rzeki z pragnienia. Ci ludzie strzegli pilnie swego sekretu radości, nie mógł się im dziwić, on też by go strzegł, nie rozumiał tylko dlaczego inni nie mogli również go poznać. Uznał więc, że radość była przywilejem wybranych, a on najwidoczniej do nich nie należał. Usiadł na kamiennej drodze i zapłakał gorzko nad swoim losem. Nie chciał już szukać ani wędrować, nie chciał pogodzić się z takim wyrokiem losu. Kiedy pomyślał, że już nigdy nie znajdzie w sobie siły żeby dźwignąć się z ziemi, poczuł na swojej dłoni delikatne muśnięcie. Mała rączka dziecięca spoczęła delikatnie na jego pomarszczonej już ręce. Podniósł zapłakane oczy powodowany zdziwieniem. Obok niego stała mała dziewczynka o pięknych złotych włosach i umorusanej buzi. Uśmiechała się nieśmiało, lekko wystraszona własną śmiałością. Jej wielkie niewinne oczy wyrażały ból, który był lustrzanym odbiciem jego. „Proszę się nie smucić”, poprosiła drżącym głosem. Mężczyzna pokiwał przecząco głową trochę z niedowierzania, trochę z żalu, albowiem nie mógł spełnić prośby dziecka, a tak bardzo chciał… „Wystarczy się uśmiechnąć”, podpowiadała dziewczynka zachęcająco, „na pewno Pan potrafi, każdy to potrafi, nawet ja”, wyszczerzyła dumnie zęby w uśmiechu. Mężczyzna już miał odpowiedzieć, że nie każdy, ale nagle pomyślał sobie, że to tylko dziecko, i że choć tyle może zrobić, żeby kogoś uszczęśliwić. I wtedy zrozumiał. Spojrzał w wielkie dziecięce oczy-zwierciadła i dojrzał w nich własny uśmiech. W odbiciu widział siebie ale już innego. Dziewczynka poznała jego sekret a on poznał jej. Ona odrzuciła jego smutek a on podążył za nią w głąb siebie. W dziecięcych oczach ujrzał siebie, swoją rozpacz i bezdenny smutek, ale nie tylko to. Dostrzegł tam też nieśmiałą iskierkę nadziei. Zobaczył radość, którą nosił w sobie cały ten czas, przez te wszystkie dni i lata. Była w nim zawsze, tylko on jej nie czuł. Myślał i szukał wszędzie tylko nie tam, nie w sobie. Przecież to on był radością. Nie mógł jej znaleźć nawet gdyby przeszedł cały świat, bo ona zawsze była w jego sercu, na dnie jego spojrzenia. Zrozumiał, że gdyby tylko popatrzył przez nią, cały świat byłby radością. To zupełnie tak jakby miał magiczne okulary, tylko o wiele doskonalsze. I wtedy zapłakał raz jeszcze, z radości, że w końcu odnalazł siebie. Chciał iść i rozgłosić tę prawdę całemu światu, by wszyscy mogli ją zrozumieć, by każdy mógł odtąd być szczęśliwy. Ogrom tego zadania i jego doniosłość tak go przejęły, że bez zwłoki podniósł się z ziemi i odtąd nie przestając się śmiać szedł, po kres swych dni, niosąc ludziom i światu radosną nowinę. Jesteśmy radością, żyjemy by się radować– po to tu jesteśmy. I z tymi słowy na ustach człowiek ów przemierzył świata drogi, a ludzie, których spotkał być może nie zawsze rozumieli tę doniosłą prawdę, lecz żaden z nich nie był wstanie oprzeć się sile jego uśmiechu i radości, którą ‘zarażał’ świat.

Milczysz? Zastanawiasz się czy ty też tak byś potrafił? A jeżeli tak to jak? Po prostu. Bądź. Bądź radością. Bądź tym, kim chcesz być. Mówisz, że gdyby to było takie proste, to każdy byłby szczęśliwy a tak nie jest? Otóż zapewniam cię Wędrowcze, że to jest tak proste, tylko ludziom wydaje się strasznie trudne, ale i to minie… Tymczasem ruszaj w drogę i nie smuć się, bo radość zawsze jest z tobą.

Opowieści stare jak świat II

„O przegrywaniu”

Był sobie mężczyzna, dzielny, piękny i młody. W młodości swej upatrywał bezkres istnienia, nie miał strachu przed niczym, bo był młody, nie znał rozpaczy ani smutku wielkiego. Żył dla dnia dzisiejszego, tak jak ty wędrowcze. Zmieniłeś się od dnia wczorajszego, posłuchaj historii młodzieńca do ciebie podobnego, kto wie, może nawet się polubicie… Adrian było mu na imię. Nieustraszony był, a ludzie często podziwiają takich. Jego siła jednak brała się z niewiedzy a nie mądrości, przeto nie sprawdziła się w życiu, ale nie będę wyprzedzać jutra. Miał on wiele miłości w życiu swoim ale tylko jedna była mu najdroższa, ta, której nie mógł mieć. Brzmi znajomo? Ludzie często pożądają tego czego dostać nie mogą, a gdy to już otrzymują, wtedy zdobycz traci swój niepowtarzalny blask. Adrian uwielbiał polowania, każda nowa zdobycz, była potwierdzeniem jego wartości. Poszukiwał swojej wielkości nieustannie, w nowych konkurencjach, grach i zdobyczach. Wielkość swoją mierzył miarą dość nietrwałą, gdyż szukał jej na zewnątrz a nie w sobie. A jak wiesz wędrowcze, wszystko się zmienia i nawet najpiękniejszy puchar z czasem rdzewieje. Jedna była tylko dziewczyna, którą pragnął a nie mógł mieć. Trudno sądzić czy chciał ją mieć bo nie mógł czy dlatego, że ona go nie kochała. Równie trudno było młodzieńcowi pojąć dlaczego ktoś mógłby go nie kochać, przecież udowodnił już nieraz, że nie ma lepszego od niego do pokochania. W całej osadzie nikt nie mógł i nawet nie chciał się z nim równać, a ona jedna uparcie odmawiała mu tej racji. Tak, bo Adrian zawsze miał rację, a świat po prostu musiał się z nim zgadzać. Ewelina jednak oddała już swoje serce innemu, i żadne nowe zwycięstwa na polu chwały nie mogły jej przekonać.

Zastanawiasz się po co mu była ta dziewczyna? Może gdyby on sam zadał sobie choć raz takie pytanie, zatrzymał się w biegu po kolejny ‘puchar’ i zapytał czy naprawdę go potrzebuje, jego losy mogłyby się potoczyć inaczej. Ale Adrian biegł dalej zaślepiony swoją chciwością. Wymyślił sobie, że wygra dziewczynę w ‘uczciwych’ zawodach, choć doskonale wiedział że był niepokonany. Ukochany Eweliny słusznie przyznał iż żadne życie nie należy wyłącznie do niego, więc nie może nim rozporządzać, ale chętnie zgodził się udać ze swoim przyjacielem-bohaterem na polowanie.

Zakończenie stare jak świat powiadasz? Pozwól, że cię zapytam wędrowcze w takim razie, czy sądzisz, że Adrian planował morderstwo z zimną krwią? Czy zabił swego przyjaciela z dzieciństwa nie myśląc nawet o tym co czyni, a może nie chciał go zabić tylko nie potrafił uznać własnej porażki? Jak było naprawdę? I czy to robi jakąkolwiek różnicę? Widzę, że oniemiałeś na chwilę chłopcze. To dobrze. Zapamiętaj sobie, że nic nie jest takie samo jak zawsze, jak zwykle… To tylko ludzie mają tendencję do uogólniania, do pomniejszania znaczenia czegoś czego pojąć nie potrafią lub się boją.

Tak, Adrian zabił przyjaciela, gdyż nie mógł znieść myśli o własnej słabości. Nie przyszło mu do głowy, że jego największą słabością była nieumiejętność godnego przegrywania. Jego całe dalsze życie stało się potwierdzeniem tej prawdy. Wszyscy przyjaciele uwierzyli mu, że to był wypadek, bo po cóż ktoś tak wspaniały i silny miałby zniżać się do takiej niegodziwości. I tylko ona jedna wiedziała jak było. Ewelina została żoną Adriana i do końca ich wspólnego życia, dzień po dniu udowadniała mu, że jednej rzeczy nigdy mieć nie będzie, jej serca. Im bardziej Adrian się starał odkupić swoje winy miłością do dziewczyny, tym bardziej ona go odpychała. A gdy dłużej już nie potrafił tkwić samotnie na tym dnie rozpaczy, wyznał jej prawdę, a wtedy ona zdobyła się na akt litości i pozwoliła mu odejść. I tak Adrian opuszczał swoją osadę, zgięty wpół, opierając się ciężko na starej lasce. Zgrabiony stary człowiek o pustym, przegranym spojrzeniu budził litość wśród wędrowców, z których żaden nie potrafił rozpoznać w nim dawnej świetności…nawet on sam.

Nie podobało ci się zakończenie? Nie smuć się wędrowcze. Ty umiesz przecież przegrywać, a teraz już wiesz, że nie każda przegrana jest zła. Uśmiechnij się więc i znoś je godnie, bo z każdej płynie nauka, a to rzecz naprawdę bezcenna…

Do zobaczenia na następnych dróg spotkaniu.

Opowieści stare jak świat I

Z szeptu stęsknionego serca powstaje twój świat, niepewny jeszcze, jeszcze chwiejny, ale twój. Powoli wyłania się obraz osoby jaką chcesz być, bo musisz wiedzieć mój drogi przyjacielu, że to kim jesteś to zupełnie co innego niż to kim chciałbyś być, a przynajmniej w naszych czasach trudno o jednoznaczność obu tych pojęć. Ale nie o tym chciałam dziś ci opowiedzieć, lecz o pieśni starej jak świat, a może jeszcze starszej… Słyszysz szum gałęzi drzew? One wołają cię wędrowcze utrudzony, byś spoczął pod ich konarami w swej niełatwej podróży przez życie. Wysłuchaj opowieści o zapomnianym świecie i nigdy nie kończącej się miłości. Pod tym samym drzewem, pod którym teraz siedzisz ty rozkoszując się chwilą wytchnienia, siedziała wtedy młoda dziewczyna, równie spragniona marzeń co ty. Dziwisz się? Myślisz, że ludzie dziś nie marzą, nie tęsknią za lepszym światem i miłości spełnieniem? Mylisz się. Marzą i tęsknią jeszcze bardziej niż niegdyś, bo serca ich są dziś spragnione uczuć niczym pustynia wody… Tak więc dziewczyna ta marzyła i siłą swych pragnień przyciągała do siebie losu spełnienie. Miała jedno proste życzenie, chciała kochać i być kochaną. Naiwne powiesz to życzenie, ale czy można chcieć czegoś piękniejszego? Dziewczyna siadywała co dzień pod tym samym drzewem wsłuchując się w szept wiatru i nowiny z dalekiego świata. Wierzyła całym sercem swoim, że pewnego dnia na horyzoncie jej świata, tam gdzie drzewa spotykają się z niebem pojawi się On i przyniesie jej swoją miłość. Widzę sceptycyzm na twojej pięknej twarzy. Tak, masz rację, dziewczyna nie zastanawiała się co będzie potem, ale też i po co miała to robić. W jej wyobrażeniu nie było miejsca na inne doświadczenia losu, miłość była jej jedynym celem. A kochała swoje marzenie tak żarliwie, że gwiazdy i słońce i niebo zapaliły się płomieniem od tego żaru i nie mogły być dłużej obojętne. Wiatr szybko i chętnie rozniósł tę nowinę, bo dobre wieści zawsze szybko się rozchodzą i wkrótce cały świat szeptał o dziewczynie, której serce przepełnione jest żarem miłości, która rozświetla niebo. Śmiejesz się? Wydaje ci się dziwne, że świat odpowiada na nasze wołania? A mnie wydaje się zabawne, że wierzysz w swoją samotność w świecie. Ale każdy może wybierać w co chce wierzyć.

Marzenie dziewczyny tak się światu spodobało, że każde drzewo, każdy krzew, każda rzeka i każdy promień słońca dokładał swych starań by się ziściło. A gdy niebo i ziemia pracują wspólnie dla jednego celu nic nie może ich zatrzymać. Nie minęło dni kilka kiedy z lasu gdzie korony drzew stykają się z horyzontem wyłonił się On, gnany niejasnym przeczuciem i pragnieniem silniejszym niż wszystko co dotąd chciał. Nie wiedział dlaczego z takim utęsknieniem parł do przodu dzień i noc pchany przez niewidzialne dłonie. Wiedział tylko, że serce jego nie zazna spokoju dopóki tam nie dotrze. Tęsknota serca jego, przywiodła go nieomylnie tam, gdzie trafić musiał i kiedy zobaczył to miejsce, to drzewo i tą dziewczynę, łzy wdzięczności popłynęły z jego oczu. Dziękował po stokroć swojemu sercu, że go tu przywiodło.

Widzę uśmiech pełen ironii, nie patrz tak na mnie drogi wędrowcze, to jeszcze nie koniec, choć już blisko…

A cóż ona na to? Czy jej serce skoczyło w owacji radości na widok tak utęskniony? Pewnie myślisz, że pobiegła czym prędzej i oplotła swe szczęśliwe dłonie wokół szyi jego. Cały świat zamarł na chwilę w milczeniu, w oczekiwaniu na ten jeden gest. A dziewczyna po prostu wstała i jak co dzień odeszła w oczekiwaniu na nowy, lepszy dzień.

I co było dalej? A cóż mogło być. Gdy się kocha własne wyobrażenie o miłości od niej samej, nie zauważysz prawdziwego uczucia gdy pojawi się tuż przed twoimi oczami. A on? Nigdy już nic chciał słuchać głosu swego serca przekonany, że go zwiodło i omamiło. A dziewczyna nadal przychodziła pod to samo drzewo każdego następnego dnia, a jej wiara słabła z każdym rokiem, i gwiazdy wydawały się tracić swój blask, a słońce nie było już tak piękne jak kiedyś, gdy była młoda i pełna nadziei. Nie rozumiała dlaczego cały świat się sprzysiągł przeciwko niej. Czym ona sobie zasłużyła na taki los? Dziewczyna nigdy nikogo nie pokochała, a winą za swoje nieszczęście obarczyła nieprzyjazny świat. Nigdy też jej nie przyszło do głowy by zadać sobie odwrotne pytanie: Co w życiu swoim uczyniłam by sięgnąć po swój wymarzony los?

A ty wędrowcze? Widzę, że w końcu zdobyłam twoją uwagę. Niestety to już koniec tej opowieści, ale twoja nadal trwa, i zakończenie możesz dopisać sam, tylko upewnij się wcześniej czy naprawdę chcesz ziszczenia tego marzenia zanim zaczniesz czarować nim świat.

A teraz ruszaj w swoją drogę, bo czas ucieka a jeszcze tyle marzeń przed tobą czeka. I nie martw się, ja tam będę za następnym zakrętem, gdy będziesz mnie potrzebować, z następną opowieścią na twojej drodze. Utulę serca twojego głos…

Tonery do drukarek - Zamienniki do drukarek - Instrukcje regeneracji